Jabra bluetooth

Otóż KRZR wywodzi się od angielskiego słowa crazy, czyli szalony. Czasem zazdroszczę zwykłym użytkownikom, że nie muszą przedzierać się przez słowną leguminę wypełniającą komunikaty prasowe... Człowiekowi z ulicy, taki Motorola L6 pokazany na reklamie albo się spodoba, albo nie, a tymczasem spece od marketingu usiłują mnie i kolegom dziennikarzom nawijać makaron na uszy, barwnie opowiadając, że solidnie wykonany telefon komórkowy z klapką i funkcjami, jakie można spotkać w co drugiej słuchawce na rynku, jest "szalony" czy wręcz "rewolucyjny". Hmm...

Początkowa nieufność wynikała z faktu, że tworzą ją wygięte w lekki łuk cztery stykające się ze sobą paski, a nie 12 oddzielnych klawiszy, po 3 w 4 rzędach. Szybko przekonałem się, że nietypowy wzór jabra bluetooth wcale nie utrudnia szybkiego pisania czy wybierania numerów. Użytkownicy powinni docenić też duże, wyraźne cyfry i litery na klawiszach. Ich białe i równomierne podświetlenie dobrze kontrastuje z dość ciemną powierzchnią klawiszy.

Tymczasem w zgodnej opinii wszystkich osób, które widziały u mnie MOTOKRZR L6, jest to - delikatnie mówiąc - nieporozumienie. Wszystko przez ślady palców, jakie pozostają na obudowie. Owszem, ktoś, kto nosi ze sobą irchowe chusteczki i znajduje przyw polerowaniu telefonu jemność przed i po każdej rozmowie, będzie zadowolony z jego wyglądu. Pozostali będą musieli się przyzwyczaić do... zabrudzonego lustra. Ta sama, podatna na zabrudzenia szybka chroni obiektyw 2-megapikselowego aparatu. Farmerka asfaltowa jasno krzyczy silne cuda.